RECENZJA
GRY SHENMUE
Wielki
tytuł Yu Suzuki’ego, jedna z najlepszych pozycji na Dreamcast’a –
Shenmue. Stworzenie dobrej gry to jedno, ale zrobienie z niej dzieła
sztuki, to drugie. Yu Suzuki po raz kolejny udowodnił, że jako
"sztukmistrz" w dziedzinie gier sprawdza się doskonale... Zanim
przystąpie do właściwej recenzji gry, cofnijmy się kilka lat wstecz,
kiedy to w głowie jednego z najwybitniejszych ludzi Segi rodzi się
pomysł na rewolucyjną grę. Nigdy dotąd niespotykana symulacja
prawdziwego życia. Już wtedy wiadome było, że Wielkiemu Yu nie chodzi o
kolejną grę z rodzaju Sims’ów – Yu pragnął wyjść poza schemat w
tworzeniu tego typu gier. Stworzył on ambitny projekt, ukryty pod
tajemniczą nazwą "Project Berkley". Niestety przez brak większego
zainteresowania wśród graczy (a może winą była zbyt słaba reklama...
?), można powiedzieć, że projekt nawet nie
ujrzał światła dziennego, a już napewno nie wychodzącego poza Japonię.
Jednak Yu nie przestaje i tworzy dalej – układa interesującą i
porywającą fabułę,
zaczyna tworzyć małą Japonię, której każdy by miał możliwość skosztować
na konsoli Sega Saturn. Już nie wiele brakuje do premiery, znany jest
już nawet tytuł gry, tak samo, a jeśli nie bardziej interesujący niż
poprzedni – "Shenmue". Sama SEGA jednak także tworzy coś rewolucyjnego –
konsolę o nazwie SEGA Dreamcast. Prace nad "Shenmue" na Sega Saturn
zostają przerwane, gdyż pojawia się idea stworzenia czegoś jeszcze
większego, jeszcze bardziej powalającego – nowa konsola twórców Sonic’a
daje Suzuki’emu i jego ekipie ogromne możliwości... możliwości tak duże,
że wraz z premierą Dreamcast’a pojawia się nowa, rewolucyjna gra, która
odbiła się na psychice wielu fanów DC – ja jestem jednym z nich, i w ten
sposób zapraszam do właściwej recenzji "Shenmue".
Zacznę od
przybliżenia fabuły gry. Otóż, pewnego deszczowego dnia młody chłopak o
imieniu Ryo Hazuki zastaje w rodzinnym dojo nieproszonych gości. Ryo
jest świadkiem rozmowy między tajemniczym mężczyzną, a ojcem Ryo, Iwao.
Z ów rozmowy Ryo dowiaduje się, iż mężczyzna ma na imię Chang Long Lan
Di i pragnie odebrać Iwao tajemnicze "Lustro Smoka". Kiedy Iwao stawia
opór, dochodzi do pojedynku, w wyniku którego ojciec Ryo ginie. Całe
zdarzenie jest dla samego Ryo wielką tajemnicą, pełną znaków zapytania:
kim jest tajemniczy mężczyzna ? co ze skradzionym lustrem ?
Wiedziony chęcią zemsty Ryo podąża za mordercą, rozpoczynając jedną z
największych przygód na DC...
Pierwsza rzecz, która
zaraz po pierwszym zetknięciu z grą zachwyci wszystkich, jest
niewyobrażalna jak na 1999 rok szczegółowość, z jaką odwzorowano
otaczający nas świat. Trudno nie pokusić się o stwierdzenie, iż Yu
Suzuki zebrał kawałek Japonii i umieścił go na kilku płytach GD-Rom pod
nazwą "Shenmue". Już na początku muszę wspomnieć o tym, iż wszelkie
lokacje, z jakimi przyjdzie się nam zetknąć w grze są żywcem wzięte z
prawdziwego świata – tak więc, będąc kiedyś w Japonii natkniecie się na
znaną z gry mieścinę o nazwie Yokosuka, odwiedzając sklepy nie obca
będzie wam taka nazwa, jak "Knocking Motorcycle Shop", a widząc morze w
New Yokosuka Harbor będziecie mieli wrażenie, jakbyście kiedyś już tu
byli – taki właśnie klimat buduje Yu Suzuki w swoim "Shenmue" (warto
także wspomnieć, iż
gra jest wprost przepełniona japońską kulturą i jej elementami - w
czasie świąt
będzie mogli spotkać kobiety przechadzające się po mieście w
charakterystycznych kimonach !).
Ale nie tylko lokacje odwzorowują realny świat. Grając w "Shenmue" mamy
odczucie prawdziwego upływu czasu, a wszystko to dzięki systemowi
zwanemu "Magic Weather & Time Control", który – jak sama nazwa wskazuje,
symuluje w grze mijający czas oraz zmianę pogody (!). Jak to się
przedstawia ? Otóż, rankiem około 8:00 powita nas słoneczny poranek, aby
później przemienić się w deszczowe popołudnie. Efekt jest naprawdę
niesamowity i nie raz zdarzy się wam przerwać "dążenie do celu" w grze,
aby poobserwować zachodzące słońce czy rozpromienione obłoki. Ale jest
jeszcze kilka aspektów, które wprowadzają namiastkę prawdziwego życia w
"Shenmue". Kolejnym z nich są dziesiątki żyjących ludzi, każdy różniący
się wyglądem i prowadzący własne, unikatowe życie: jest sprzedawca co
dzień sprzedający swe towary w sklepie i zamykający go o danej porze,
dzieci bawiące się w piaskownicy, gospodynie domowe plotkujące na różne
tematy, przyjaciele oddający się swym pasjom czy też robotnicy. Z każdym
z nich możesz pogadać i każdy z nich odpowie Ryo co innego – robi to
ogromne wrażenie, tym bardziej że wszyscy z nich nie są obojętni
wobec pogody czy przemijającego czasu – podczas deszczu przechodnie
trzymają w dłoniach parasolki lub stają pod dachami, starając się nie
zmoknąć. Kiedy nadchodzi okres przedświąteczny, na różnych sklepach
pojawiają się różne świąteczne dekoracje, a w tle przygrywają znane
melodie; tu i ówdzie chodzi lekko "podchmielony" Św. Mikołaj, a nam
udziela się atmosfera świąt
. Kiedy święta się kończą, dekoracje
znikają, podobnie jak parasolki u ludzi, gdy zza chmur wygląda słońce...
Ciężko też
stwierdzić, do jakiego gatunku gier możemy zaliczyć "Shenmue".
Sam Yu Suzuki nie daje zaszufladkować swego dzieła i określa "Shenmue"
jako nowy gatunek gier zwany "FREE" (Full Reactive Eyes Entertainment).
Nazwa gatunku doskonale oddaje klimat gry, gdyż "Shenmue" daje nam
ogromną swobodę, zarówno w poruszaniu się, jak i w robieniu różnych
czynności – niech nie przychodzi wam na myśl od razu coś w stylu "Grand
Theft Auto", oczywistym jest, że "Shenmue" to kompletnie inna gra. Tu
wielką przyjemność sprawi nam możliwość przejrzenia większości
dostępnych szafek w domu, wzięcia do rąk i obejrzenia ze wszystkich
stron większości przedmiotów, zrobienie zakupów w pobliskim sklepie:
kupienie mleka dla kotka z sąsiedztwa, kaset do podręcznego odtwarzacza,
czy wzięcie udziału w loterii w celu wygrania gier do Segi Saturn
leżącej w domu... w "Shenmue" wbrew pozorom mamy naprawdę dużo
możliwości spędzenia wolnego czasu: oprócz w.w. rzeczy możemy
kolekcjonować mini-figurki z postaciami ze świata SEGI, a jeśli już o
"niebieskich" mowa – mamy możliwość pogrania w oldschool’owe gry w
pobliskim salonie gier ! W "Shenmue" znajdziemy takie klasyki, jak
popularny "Hang On", "Space Harrier" czy też całkiem nowe gry arcade:
"Darts 7" (rzutki), "QTE Title" (o samym QTE trochę później).
Mając tak wiele
możliwości i wolnego czasu, nie możemy jednak zapomnieć o podążaniu za
fabułą, tym samym popychając grę nieco bardziej naprzód. Początki w
"Shenmue" mogą nieco niecierpliwych graczy zniechęcić do dalszej
rozgrywki, gdyż skupiają się głównie na rozmowie z ludźmi i szukaniu
nowych tropów, ale na w dalszym etapie gry fabuła i rozwiązywanie wątków
na dobre nas wkręci – "Shenmue" to nie tylko oglądanie świetnie
wyreżyserowanych cut-scenek z doskonałą grafiką i voice-acting’iem, ale
i sporo akcji. Jednym z jej elementów jest system zwany QTE (Quick Time
Event). QTE jest elementem zręcznościowym i polega na tym, iż mając
jakąś ważną akcję w grze, na ekranie pojawia się przycisk odpowiadający
jednemu z przycisków na padzie od Dreamcast’a – naszym zadaniem jest
sprawne i szybkie wciśnięcie odpowiedniego przycisku, tym samym
wykonując polecenie. System jednak nie kończy się na jednym czy dwóch
wyświetlonych przyciskach, zazwyczaj jest to kilka kombinacji, nie
zawsze łatwych. Po wykonaniu QTE zazwyczaj mamy okazję obejrzeć jakąś
efektowną akcję (np. zzrzucenie przeciwnika z pędzącego motoru, itp.).
Do ciekawych elementów akcji należy także Free Battle. Ryo jest synem
mistrza sztuki walki martial arts i posiada spory "wachlarz" ciosów i
umiejętności. Mało tego – może się uczyć nowych, zakupując nowe zwoje z
ciosami lub ucząc się ich od innych mistrzów. Opanowane ciosy może
trenować (w dojo, na parkingu czy też w parku), a następnie
wykorzystywać do walki z przeciwnikami. A tych w trakcie gry napotkacie
sporo – Free Battle polega właśnie na "wolnej walce" z wrogami – Yu
Suzuki znany z serii bijatyk "Virtua Fighter" przeniósł namiastkę
systemu znanego z VF właśnie do "Shenmue" (nie bez powodu też roboczą
nazwą gry było "VF RPG") – znajdziemy tu więc wszelkiej
maści ciosy, kopniaki, bloki, rzuty, a nawet reversale !!!

Wiele dobrego
zdołałem już napisać o "Shenmue", jednakże zapomniałbym wymienić
najważniejsze atuty gry – dźwięk i grafikę, które w grze są na najwyższym poziomie. Miód
wprost wylewa się z ekranu: praktycznie każdy element graficzny ma
zastosowany anti-aliasing (wygładzanie krawędzi), co oznacza że nie
natkniemy się na odpychające, "kwadratowe" postacie czy tekstury. Wszystko
"śmiga" bardzo płynnie, momentami przy większej grupce ludzi gra może
"pochrupywać", ale takie akcje są bardzo rzadkie i na pewno nie wzbudzą w
nas jakiegoś większego niesmaku. Oprawie dźwiękowej także nie można
oszczędzić pochwał: "Shenmue" to nie tylko towarzysząca nam krok w krok doskonale
budująca klimat muzyka, która w wielu lokacjach/budynkach jest
zróżnicowana, ale i masa doskonałej jakości dźwięków/odgłosów: każdej
czynności towarzyszy odgłos: otwierając drzwi, słyszymy na początku
chwycenie klamki, następnie skrzyp, po czym trzask po ich zamknięciu;
podnosząc szklankę, słyszymy charakterystyczny "brzęk", biegnąc po
leżącym na ziemi piasku/śniegu dane jest nam usłyszeć dźwięk wyjęty
żywcem z prawdziwego życia. Wracając na chwilę do muzyki i jej
różnorodności, ta zmienia się w zależności od pogody i czasu: kiedy pada
deszcz, muzyka buduje klimat melancholii, kiedy jest bezchmurna noc,
zamienia się w cichą i delikatną piosenkę. Może nie wielu graczy doceni
fetysz takich szczegółów, jednak voice-acting u każdej z postaci
zmieszany z powalającą grafiką na pewno u każdego spowoduje
"szczękoopad": ruch warg doskonale zgrany z głosem aktorów, niesamowice
realistyczne ruchy i zachowania postaci... Yu bawi się grafiką i
dźwiękiem, zauważa w realnym świecie elementy, na które większość z nas
nawet nie zwraca uwagi i przenosi je do "Shenmue", abyśmy tam mogli
podziwiać kunszt graficzny gry. Uwierzcie, jak wielkie wrażenie w 2000 roku
zrobiło na mnie i na wielu fanach DC "Shenmue"... aspektów składających
się na wybitność tego tytułu jest naprawdę wiele, ja w bardzo dużym
skrócie wymieniłem kilka z nich.
Ale czym że byłaby
dobra gra bez chociaż drobnych wad ?... tak jak w każdej grze, tak i w
"Shenmue" nie zabrakło kilku minusów. Pierwszym z nich jest wspomniane
kilka zdań wcześniej "pochrupywanie" animacji w trakcie rozgrywki. Nie
jest ono jednak nagminne – jedynie w momentach, gdy omijamy większą
grupkę ludzi, lub gdy z płyty jest wczytywana duża ilość danych.
Częstość występywania "chrupani" animacji jest jednak w dużej mierze zależna od
naszego lasera w DC, a także od ustawionej rozdzielczości (przy 50 MhZ
gra śmiga o wiele płynniej, traci jednak lekko na jakości). Wada ta nie
jest jednak czymś bardzo rażącym, acz jest minusem gry. Kolejnym z nich jest,
znane chyba każdemu, kto skosztował "Shenmue" "wyskakiwanie z nikąd"
postaci. Często możemy natrafić na sytuację, gdy przemierzając świat
podczas gry, drogę "zataranuje" nam jakaś osoba, której nie widzieliśmy
w oddali. Tego typu pop-up to zdecydowanie najbardziej drażniąca wada,
szczególnie podczas pracy na wózku widłowym (gdy spiesząc się, aby
przewieźć jak najwięcej skrzyń natraficie w wąskiej uliczce na kota czy
też inny wózek widłowy, zrozumiecie o co chodzi...).
Kolejny aspekt, który może nie wszyscy odbiorą jako wadę – po dłuższym
obcowaniu z grą angielski voice-acting stał się dla mnie strasznie
nużący. Każda z postaci poruszająca się w świecie "Shenmue" ma nagrany
indywidualny głos i szereg indywidualnych odpowiedzi, jednak po pewnym czasie indywidualność wypowiedzi
zanika, co oznacza, że co 2 osoba odpowie nam to samo. O ile w drugiej
części gry japoński dubbing bije
wszystko na głowę i na pewno brzmi ciekawiej, o tyle tutaj po 4 czy 5
podejściu do gry angielskie odpowiedzi ludzi czy nawet "powiedzonka" Ryo
stają się strasznie rutynowe, momentami drażniące.
Jest jeszcze kilka lekkich niedociągnięć, które zostają poprawione w
następnej części (brak możliwości „przyspieszenia czasu”, momentami zbyt
duża liniowość gry czy jej długość), jednak na tym wszystkie wady
"Shenmue" w mojej opinii się kończą.
Fabuła „Shenmue”
pochłoni napewno każdego, kto zagra w ten tytuł. W trakcie gry poznacie
wiele tajemnic oraz znaków zapytania – droga do ich rozwiązania będzie
długa i pełna niebezpieczeństw. Długa, gdyż "przeżycie" gry pochłonie
wam wiele czasu (choć nie poskąpiłbym tych kilku godzin więcej...), a historia nie kończy się w pierwszej części
"Shenmue" – w
rodzimym kraju Ryo nie rozwiązuje tajemnicy lustra, a tym bardziej
powodu, dla którego jego ojciec zginął. Podąża dalej za mordercą... chęć
zemsty i rozwikłania tajemnic doprowadzi go do nieznanego dotąd lądu, do
Hong Kongu – tam ta epicka opowieść rozpocznie się na dobre.