PIERWSZE
CHWILE Z DC... FLASHBACK

Niedawno
naleciało mnie na przejrzenie całej mojej kolekcji gier na DC. Trzymając
je w rękach nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że "makaron" ma w sobie
niesamowitą magię. Magię bardzo przyciągającą rzesze ludzi, i choć nie
widać tego w świecie wirtualnym (sądząc po user'ach for traktujących o
DC), to jednak znam wielu graczy, którzy zostali oczarowani DeCekiem. I
tak też spojrzałem na dowód zakupu DC z podbitą datą "Listopad 2000". Z
łezką w oku stwierdziłem: "to już prawie 7 lat..." i pogrążyłem się w
lekkiej nostalgii. Niedługo musiałem czekać na lekki flashback sprzed 7
lat, gdy to magiczne niebieskie pudełko wpadło w moje ręce...
postanowiłem się z wami podzielić wrażeniami i wspomnieniami związanymi
z tamtym wydarzeniem. Zapraszam do czytania.
Wówczas
ponure popołudnie rozjaśnił mi właśnie nowiuteńki DeCek. Drogi jak
cholera, bagatela 1200 złotych, ale już pierwsze chwile z tą konsolą
umocniły mnie w przekonaniu, że było warto. Wtedy jeszcze niezbyt wiele
o DC pisano, a na pewno nie było zbyt wiele info po polsku, dlatego też
potrzebną wiedzę zaczerpywałem z zagranicznych stron czy też magazynu
"Neo Plus". Pamiętam swe nieudolne próby podłączenia do Internetu za
pomocą dołączonej do konsoli przeglądarki na CD, pamiętam noce zarwane
przy demonstracyjnej (!) wersji Virtua Tennis, pamiętam trailery, które
wyryły mi się w pamięci i które śnią się do dziś. Te czasy były po
prostu wspaniałe. Jako że konsole nie były zbyt popularne (przynajmniej
w moim otoczeniu), nocne maratony z DC były owiane mistycyzmem
. Zaraz
po kupnie samej konsoli przymierzałem się do kupna jakiejś gry i na
pierwszy ogień planowałem wziąść "wirtualny tenis". Jednak trailer
Shenmue, który ujrzałem na DreamOn 4 rozwiał wszelkie wątpliwości -
MUSIAŁEM mieć tą grę. I miałem (
)
- już następnego dnia po pojawieniu się w Polsce. Nie miałem początkowo
jednak karty pamięci, więc stanu gry nie zapisywałem, a jedynie
"pauzowałem" na czas odpoczynku, wyłączałem "AV" w TV zostawiając
konsolę włączoną
.
Robiłem tak przez kilka dni, aż do zamówienia karty pamięci z dołączonym
kablem ułatwiającym wymianę plików między kartą a PC. Po dostarczeniu
przez listonosza paczki stwierdziłem, iż bonusowy kabel jest, jednak
najważniejszej rzeczy - karty pamięci, nie było! Wkurwienie
sięgnęło
zenitu, ale postanowiłem tym razem zamówić VMU - ta na szczęście
przyszła cała, nowa i służy mi do dziś
.
Dzięki karcie mogłem wreszcie zapisywać stan gry i ukończyć moją
pierwszą grę na DC - Shenmue. Potem stopniowo nabywałem inne tytuły,
powiększając wspomnianą na początku tekstu kolekcję.
Ta pierwsza
chwila z DC zdawała się powtarzać przy każdym nowym tytule umieszczonym
w czytniku konsoli - pierwsza chwila z JSR, z Soul Calibur, z MSR... za
każdym razem odkrywało się coś nowego w samej konsoli, zawsze
towarzyszyły temu niezwykłe emocje i specyficzne, acz pozytywne
odczucie, którego nigdy nie miałem w późniejszym czasie przy nabywaniu
innych konsol. Nie zawaham się użyć stwierdzenia "Magia DC", gdyż dla
mnie jest to najlepsze dzieło Segi, które naprawdę jest "spełniaczem
marzeń".
Nastał
jednak czas nowej generacji konsol, czego inauguracją była premiera Sony
PlayStation 2. Sam nie pragnąłem początkowo zbytnio tej konsoli, nadal
ciesząc się DC i grami na niego wydawanymi, jednak po kilku miesiącach
DC popadł w stan wegetacji, kończący się śmiercią. Chyba nie tylko ja
"opłakiwałem" jego los i wieszałem psy na "niebieskich", ponieważ to
właśnie twórcy zgotowali DC taki, a nie inny. Mijały lata, a ja wciąż
grałem w oldschool'owe (po tylu latach pokuszam się o takie określenie)
tytuły na "makarona". Dzięki zamiłowaniu do tej konsoli i przy pomocy
kilku ludzi (którzy wiedzą, że o nich właśnie chodzi ^^ - pozdrawiam)
stworzyłem site traktujący o Dreamcast'cie i nadal poznaję nowe ciekawe
rzeczy związane z samym DC, jak i stuff'em ze sceny, etc. To niesamowity
urok, a jedyne co mnie smuci, to fakt, że tak jak Sega "olała" DC 5 lat
temu, tak teraz polscy (bo nie orientuję się jak zagraniczni) fani robią
to samo. Została garstka ludzi cieszących się z gry na DC, z rozmów o
nim. Mało osób już się udziela i nie widać poprawy. Kiedyś wiele osób
miało chęci i czas na pogawędki o ulubionej grze, własnych perypetiach z
DC, etc., a teraz to wszytko pękło, jak bańka mydlana. Powrót do tamtych
lat wymusił na mej twarzy uśmiech, ale po zderzeniu się z dzisiejszą
rzeczywistością polskiej sceny DC szybko wprawił mnie w lekki smutek,
żal, zdenerwowanie... może tych kilka słów napisanych w tym felietonie
zachęci was do ponownego udzielania się, pisania na forum, rozważaniu...
z wielką i dość sarkastyczną nadzieją na ten moment kończę ten felieton
i was pozdrawiam
.
Wróć na początek |
Powrót do
Felietonów