DYING DREAMS... ?

Powrotu do korzeni.
Tego oczekuję od czasu rychłej śmierci konsoli Segi, czyli już od prawie
5 lat (!)... oczekiwania te już dawno stały się rutyną, jednak marzenia
prawdziwego fana nie kończą się zbyt szybko. Przygotowany jestem na
kolejne 3-4 lata podobnej rutyny, jednak jeszcze parę lat temu nie
spodziewałem się, że SEGA spadnie do tak niskiego poziomu. Tak, tak –
bardzo niskiego. Może dla jakichś przeciętnych producentów podobny
poziom byłby średniakiem, ale dla takiego giganta, jakim była (IMO jest)
SEGA, jest to poziom ich niegodny. Sonic Riders ? Phantasy Star Universe
? Za czasów DC gry z „Sonic” i „Phantasy Star” w nazwie na myśl
przywodziły gry powyżej przeciętnej, kolejne kilkanaście świetnie
spędzonych godzin ! Ale nie teraz... SEGA się stara, ale są to starania
raczej niedołężne. Aż żal ściska serce, gdy obok takich klasyków jak
Shenmue, Sonic Adventure czy Phantasy Star On-Line postawimy Yakuzę,
Sonic Riders i Phantasy Star Universe. Yakuza jest jeszcze jakimś
dowodem, że SEGA nadal coś potrafi, jednak jest to bardzo mały dowód,
wręcz niezauważalny... obserwując przez te wszystkie lata poczynania
"niebieskich" z przykrością pokuszam się o stwierdzenie, iż tak jak SEGA
odwróciła się od swego dziecka, a tym samym fanów, tak teraz to
sprzeciwia się przeciwko niej – co raz więcej fanów SEGI przestaje jakoś
interesować się tematem i wcale im się nie dziwię – czytając, że prace
nad kontynuacją Shenmue NIE ROZPOCZNĄ się przez najbliższe 3-5 lata, sam
przestaję tułać się jak głodny wędrownik za wozem, którym w tym
przypadku jest SEGA, który co raz wyrzuca od siebie jakieś gry, którymi
nigdy nie najem się do syta. A jeśli tego nie robię, to po co dalej
śledzić ich poczynania, licząc na grę, którą zajmę się przez kilka
najbliższych lat ? Co jakiś czas „jadam” odgrzewane kotlety – raz na
miesiąc wrócę do Shenmue, czasem pogram w PSO, itd. Odgrzewany kotlet,
jak to wiadomo, z roku na rok smakuje co raz gorzej, w moim przypadku
tak nie jest, przynajmniej nie przy wszystkich grach. Ale chęć
skosztowania czegoś nowego, nie koniecznie znanego jest ogromna... no
właśnie, nowego. SEGA jeśli już coś wyda, to raczej nie jest to pozycja
nowa – na rynku gier staje się to normą, doskonałym przykładem są
next-gen’y, gdzie większość pozycji, z którymi dotąd mamy doczynienia,
są to sequele... zważywszy na ten fakt, nie mam zbytnich pretensji do
SEGI. Ale jest jedna, diametralna różnica, która różni kontynuacje SEGI
od kontynuacji większej części konkurencji. Konkurencja otóż, jeśli już
wydaje kontynuacje, to upewnia się, że nie wydaje gry gorszej od swej
poprzedniczki – może być na podobnym poziomie, może być, a nawet powinna
być lepsza, ale nie gorsza. Nie muszę chyba pisać, jak jest obecnie u
naszych kochanych „niebieskich”....
Bitwa next-genów
ruszyła już na dobre. Na poletku wojennym zatarty pojedynek toczą
najwięksi giganci. Wśród nich 2 weterani: Sony i Nintendo oraz ten
wschodzący, Microsoft. Cała trójka miała już swoją niemałą wojnę od 2002
roku. Jednak jeszcze wcześniej PlayStation 2 walczyło z Dreamcast’em.
Ten był wtedy uważany za next-gen’a i daję sobie rękę uciąć, że podobnie
(jeśli nie lepiej) jak Gamecube Nintendo, przetrwałby do dziś, gdyby nie
wspomniana na początku tekstu, nagła śmierć konsoli SEGI. Do czego
zmierzam ? Od pokoleń obserwowaliśmy walki konsol. Te, które jeszcze
młodsi czytelnicy mogą pamiętać, to: N64 vs. Sega Saturn vs. PSX,
Dreamcast vs. PlayStation 2. Lecąc dalej – Sony niekoniecznie wygrywa
pojedynek z DC, ten jednak ucieka w tył, umiera. PS2 wita kolejnych
rywali: NGC i Xbox. Pod koniec 2005 roku do gry wkracza kolejny rywal,
grający w całkiem innej lidze – Xbox 360. W oczekiwaniu na next-genowych
przeciwników, zdobył uznanie wśród wielu graczy. Po niecałym roku staje
do kolejnej bitwy przeciwko PlayStation 3 i Nintendo Wii. Podczas gdy
poprzednie konsole wszystkich 3 firm powoli wygasają, a ich wojna
dobiega końca, wojna między X360, PS3 i Wii rozpoczyna się na dobre i
będzie trwać przez najbliższych kilka lat. Trochę się rozpisałem, ale
dochodzę do meritum mej sentencji: SEGA wydaje nowy automat do gier,
Linderbergh. Maszyna zachwyca, Virtua Fighter 5 „łamie” oczy. Podobnie
Virtua Tennis 3. To jest powrót do korzeni, jednak czegoś tu brakuje.
Czego ? Och tak, reaktywacja SEGI jako giganta na rynku nie nastąpi w
pełni dopóki, dopóty graczom nie będzie dane postawić pod TV nowej
konsoli. Niekoniecznie małej, bo „bebechy”, z którymi chciałbym ów
konsolę postawić wymagają gabarytów równych conajmniej X360, jednak nie
jeden z nas chciałby mieć możliwość zakupu takiego „Linderbergha w
pudełku” z podobnie zakręconym logo, jak u konsoli sprzed 7 lat i z
podobną nazwą z dodanym numerkiem '2'. I nie jeden chciałby z uśmiechem
na twarzy, grając w Shenmue 3, Virtua Figher 5 czy Virtua Tennis 3
patrzeć, jak SEGA po latach staje ponownie do pojedynku gigantów. Myśli
o ponownym upadku poszłyby precz, żylibyśmy chwilą. Jednak „nadzieja
matką głupich”, jak mawia przysłowie – czy naprawdę ? Czy setki fanów DC
oczekujących na jakiś znaczący ruch SEGI, w tym mnie, można uznać za
głupców ? Tu zapewne nie skończyłoby się na zwykłym TAK lub NIE,
pojawiło by się wiele róźnych zdań, poglądów.
Kolejne przysłowie
jednak brzmi: „nadzieja umiera ostatnia”... i tą oto myślą wielu z nas
umacnia swe oczekiwania. Nie chcę, aby ten felieton wyszedł w Twoich
oczach, Drogi czytelniku na list do Św. Mikołaja, gdzie proszę go o
Dreamcast’a 2, a tym samym powrót SEGI do dawnego, świetnego poziomu,
ani też tekst pełen osobistych refleksji. Jednakże pragnę ukazać magię
Dreamcast’a, a ten felieton pozwolił mi na zamieszczenie chociaż kilku
osobistych rozważań na ten temat, tworząc małe epitafium dla tworu SEGI.
Peace
.